Ktoś mógłby mi zarzucić, że za często być może piszę o pogodzie. Ale jak tu, do cholery, nie pisać o pogodzie, kiedy - jak to się mówi - piękną mamy jesień tego lata? Myślisz, mądralo, że pisałbym o tym, gdyby temperatura zwyczajnie, jak to jeszcze kiedyś bywało, była w czerwcu nieco wyższa niż 13°C? I gdyby niebo wyglądało jak niebo, a nie jak wielka gęsta kaszka wisząca tuż nad blokami, srająca raz po raz na głowy gęstymi kroplami deszczu? Pisałbym?
Nie będę zresztą z Tobą o tym dyskutował, bo dyskusji mam ostatnio po dziurki w nosie, i gdyby nie to, że ratując się przed nimi, a raczej przed zabrnięciem w dyskusje z gatunku tych niepotrzebnych, staję prawie że na palcach (a czasem na odwrót: na rzęsach), dawno już miałbym je głęboko właśnie tam (hmm... może jest to jakiś sposób?). Utopiłbym się nimi jak wodą, tak normalnie.
Do gardła skoczyły mi dyskusje już dawno, a mało brakuje, żeby doszły teraz wyżej i przesłoniły mi pole widzenia. Dlatego właśnie stoję na palcach, żeby nie doszły, dlatego właśnie nadal mam ich tylko i aż po dziurki w nosie i dlatego prawie już (czasami) mam je w nosie. I będę tak stał dalej, póki co. Bez dyskusji.
I żeby była jasność: nie o pogodę tutaj chodzi. Ty już dobrze wiesz, o co. Choć może znowu Cię przeceniam.
To jest mój prywatny bunt przeciwko nieumiejętności dyskutowania. A jeśli nie wiesz jeszcze, o czym mówię, to trudno - widocznie, poza brakiem umiejętności dyskusji, nie potrafisz też czytać rozumnie tego, co piszę.
Jestem bezsilny wobec Twojej nieumiejętności i nierozumności.
Zapas grochu mi się skończył, a ściana stoi jak stała.
2009-06-22
2009-06-15
O bezzmienności i łamaniu słowo
- Miesiąc czerwiec złamał się już wpół - powiedziałby (być może) poeta.
- Jeszcze niedawno łamaliśmy się opłatkiem, a tu lato tuż-tuż - powiedzialby (tak myślę) spostrzegawczy (nie ma co!) i sentymentalny niepoeta.
- Kurwa, ale ten czas zapierdala - powiedziałby po prostu ktoś; na pewno niepoeta.
No właśnie. A kiedy czas tak mija, tak przemyka niepostrzeżenie i tak przepływa ciurkiem przez paluchy, to co staje się nieuniknione? Tak, właśnie: powrót na bloga. Chociażby po to, by wyrzucić z siebie tę mało oryginalną i wcale błahą wręcz myśl. (Hmm... czy na pewno wyrzucić?).
Okno w pokoju zasłonięte, więc nie widzę, co TAM się dzieje. Nie oznacza to jednak, że nie wiem. Poza tym, że zasłonięte, jest też otwarte ("na uchylnie", jak to się mawiało przed którąś tam na pewno wojną), więc słyszę, że pada TAM deszcz.
Jak to dobrze być TU.
- Jeszcze niedawno łamaliśmy się opłatkiem, a tu lato tuż-tuż - powiedzialby (tak myślę) spostrzegawczy (nie ma co!) i sentymentalny niepoeta.
- Kurwa, ale ten czas zapierdala - powiedziałby po prostu ktoś; na pewno niepoeta.
No właśnie. A kiedy czas tak mija, tak przemyka niepostrzeżenie i tak przepływa ciurkiem przez paluchy, to co staje się nieuniknione? Tak, właśnie: powrót na bloga. Chociażby po to, by wyrzucić z siebie tę mało oryginalną i wcale błahą wręcz myśl. (Hmm... czy na pewno wyrzucić?).
Okno w pokoju zasłonięte, więc nie widzę, co TAM się dzieje. Nie oznacza to jednak, że nie wiem. Poza tym, że zasłonięte, jest też otwarte ("na uchylnie", jak to się mawiało przed którąś tam na pewno wojną), więc słyszę, że pada TAM deszcz.
Jak to dobrze być TU.
Subskrybuj:
Posty (Atom)